Drogi Mikołaju!!
Nie jestem dobra w listach. Nie jestem dobra w pisaniu, ponieważ pierwszy raz piszę list skierowany właśnie do Ciebie. Nie wiem co zawrzeć. Nie mam wygórowanych marzeń, ani listy prezentów, które chciałabym otrzymać w tym roku. Moje jedynie marzenie, o którym w tej chwili myślę, wiem że się nie spełni... Niestety...
Nie wierzę w cuda, ani nigdy nie wierzyłam w Ciebie. I nawet nie wiem, czemu piszę.... Choć wiem... Bo wciąż we mnie siedzi dziecko, które na przekór wszystkim chce udowodnić, że jest silne i że i ono może w coś wierzyć... Mam w sobie jeszcze tę małą cząstkę dziecinnej naiwności, której nie umiem zmienić... choć z drugiej strony nie chcę nic w sobie zmieniać....
W tym roku jakoś szczególnie nie byłam grzeczna. Chociaż z całych sił się starałam. Nie dbałam o siebie. W szczególności dbałam o innych. Ale za to zaczęłam się więcej uśmiechać i więcej rozmawiać... I to jest właśnie piękne ...
W tym roku chciałabym nadal się uśmiechać i mieć dużo powodów do radości...
Prosiłabym o zdrowie dla osób mi szczególnych....
Prosiłabym o zdrowie dla siebie, bo bez tego nic się nie osiągnie...
Prosiłabym o zdrowie dla siebie, bo bez tego nic się nie osiągnie...
Chciałabym aby moje relacje z najbliższymi bardziej się ścieśniły, niż byśmy się oddalili o d siebie. Nie chciałabym czuć chłodu skierowanej do mojej osoby, właśnie przez najbliższych, bo tego niestety nie będę umiała przeżyć.
Chciałabym być bardziej silna. Mniej się poddawać.
Chciałabym poznawać nowych ludzi, być bardziej otwarta (niż jestem).
Chciałabym na nowo nauczyć się patrzeć w przyszłość.
Chciałabym nie rezygnować z rzeczy, które są dla mnie ważne.
Chciałabym nadal piec. Wiem, że ta droga będzie trudna, choć wykonałam już ten ważny krok. I chyba o to chodzi, żeby małymi kroczkami nauczyć się tego, co się kiedyś czuło, poczuć ten spokój duszy przy pieczeniu. Z każdym miksowaniem, klejeniem i wałkowaniem ciasta czuję .... Czuję, że oddycham... Jednak to jeszcze nie jest to.... Czegoś brak.. Ale czuję, że droga, którą teraz wybrałam może być prosta, choć z małymi zakrętami.
Chciałabym nadal prowadzić bloga, chociaż zaczynam tracić zapał. Jest we mnie jakiś bunt, niemoc w wyrażaniu słów, które utożsamiałyby się z moimi myślami. Wielkimi krokami nadchodzi kolejna rocznica istnienia bloga, druga właśnie i jakoś tak porównuje tę swoją niemoc z dziecinnym buntem, buntem dwulatka, który potrafi w jednej chwili wpaść na pomysł, a w następnej bez powodu zacząć krzyczeć i tupać, wyrażając tym swoją zmianę zdania. Czasem siedzę i rozmyślam co dał mi blog, czy warto było. I w tej samej sekundzie nadchodzi wiele odpowiedzi, że warto, że dzięki temu w jakiś tam sposób poukładałam siebie, że blog pomógł mi w najtrudniejszym życiowym momencie, że poznałam właśnie tutaj fantastycznych ludzi.... Dlatego też proszę o wyrozumiałość...
Chciałabym nadal prowadzić bloga, chociaż zaczynam tracić zapał. Jest we mnie jakiś bunt, niemoc w wyrażaniu słów, które utożsamiałyby się z moimi myślami. Wielkimi krokami nadchodzi kolejna rocznica istnienia bloga, druga właśnie i jakoś tak porównuje tę swoją niemoc z dziecinnym buntem, buntem dwulatka, który potrafi w jednej chwili wpaść na pomysł, a w następnej bez powodu zacząć krzyczeć i tupać, wyrażając tym swoją zmianę zdania. Czasem siedzę i rozmyślam co dał mi blog, czy warto było. I w tej samej sekundzie nadchodzi wiele odpowiedzi, że warto, że dzięki temu w jakiś tam sposób poukładałam siebie, że blog pomógł mi w najtrudniejszym życiowym momencie, że poznałam właśnie tutaj fantastycznych ludzi.... Dlatego też proszę o wyrozumiałość...
Wielką wyrozumiałość....
Drogi Mikołaju, nadal jakoś tak trudno mi uwierzyć, że możesz istnieć, ale ten właśnie list otwiera kolejne drzwi do czegoś nowego...
Z Pozdrowieniami
M. (Cząstka Mnie)
M. (Cząstka Mnie)
P.S. Nie wiem, co lubisz... Dlatego zostawiam orzeszki (jeszcze ciepłe, przed chwilą robione) i lampkę wina :)

