Myśli rozsadzają mi głowę. Mam ich pełno. Są przeróżne. Nie związane ze sobą nawzajem. Czasem udaje mi się przed nimi uciec, czasami przygwożdżają mnie, aż do ziemi, że wtedy nie potrafię wstać i pójść na przód. Najgorsze dla mnie jest to, że nie umiem ich po ludzku nazwać, określić słowem, zdjęciem, czy nawet jednym zdaniem. Krążą nade mną jak sęp. Uporczywie. Czuję ich ciężkie grzmoty, ciężkie czarne chmury.
Miałam nadzieję, że ze wszystkim się uporałam, że czas jako tako zagoił moje rany, zabliźnił to, co było jeszcze otwarte. Miałam nadzieję, że przestanie boleć, że zapełni się pustka.
Jednak tak wcale się nie stało. Z każdym dniem, jest trudniej. Bardziej walczę o siebie, o swój zdrowy umysł. Próbuję przeciwstawić się temu wszystkiemu co mnie przytłacza. Uciekam w swój własny świat. Zamykam się, pomimo iż bardzo bym chciała być... No właśnie... Co bym chciała?
Ostatnio Ktoś mnie zapytał, czy mam określone cele na przyszłość, czy mam jakiś plan? Rok temu o tej samej porze wiedziałabym co powiedzieć, jak określić swoją nadchodzącą przyszłość. Jednak teraz, wszystko jest niewiadome. Wybiegając myślami w przyszłość nie umiem wyobrazić sobie, gdzie będę, co będę robić, jaka będę.
Moje życie z każdym dniem diametralnie się zmienia. Czas niezmiennie pędzi. Wielkimi krokami zbliża się pełny rok. Ja się pytam: kiedy to minęło? Wciąż czuję jakby tamte wydarzenia zdarzyły się dopiero wczoraj. Wciąż są namacalnie żywe, wciąż to wszystko czuję, widzę i słyszę. Każdy ruch, każdy krok, każde słowo, każdy uśmiech, każdą pojedynczą łzę.
Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jeszcze tego wszystkiego nie przeżyłam, że prowizorycznie pogodziłam się. Upchnęłam wszystkie negatywne emocje w jeden duży wór, który z każdym dniem bardziej zaczyna się pruć.
Wczoraj znajoma z uczelni powiedziała o złym stanie swojego dziadka. Ja na tą wiadomość skuliłam się w środku, powiedziałam jedynie 'ojej', tylko tyle, nic więcej. Nie umiałam wykrzesać więcej słów, jedynie spojrzałam Jej prosto w oczy i chyba to wystarczyło. Dla mnie wystarczyło. Bo wiem co w takim momencie się czuję. Wiem, że żadne słowa nie ukoją bólu, ani strachu. Trzeba jedynie przeczekać, zobaczyć co los przyniesie.
Ludzie widzą mój uśmiech, słyszą to co mówię, tylko czy aby na pewno wszystko?
Walczę każdego dnia. Walka ta jest bardzo ciężka, trudna. Raz wygrywam, raz przegrywam, czasem pozostaje remis.