środa, 10 czerwca 2015
niedziela, 7 czerwca 2015
"Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść" (Jer 20, 7)
Był ciepły, spokojny wrzesień 1999, początek roku szkolnego. Na szkolnym korytarzu jak co roku, rozpoczął się gwar, hałas, śmiechy, rozmowy i uśmiechy uczniów, którzy przekraczali drzwi szkoły. Jedni smutni, bo skończyły się wakacje, inni zaś radośni, bo po dwóch miesiącach spotkają swoich kolegów z ławki, których przez wakacje nie mogli widzieć.
Wśród tych wszystkich uczniów, którzy dobrze się znali zauważyć można było dziewięcioletniego, niskiego blondyna o niebieskich oczach. Chłopczyk ten niepewnym krokiem przekraczał mury szkoły, nowej szkoły, nie wiedząc co się za nimi czai, jak ma się przygotować na nowe znajomości, jak zachować się w nowej klasie, wśród nowych nauczycieli. Za ojcowskim ciałem stał i przyglądał się temu wszystkiemu co, go otaczało. Tęsknił za kolegami, za szkołą, za nauczycielami, których znał i pamiętał, bo przecież niespełna dwa miesiące temu uczył się, rozmawiał, cieszył się towarzystwem swoich rówieśników. A teraz to... nieznany świat... Myślał, czemu ktoś zamknął jego szkołę, czemu musiał się przenieść do tej, oddalonej o 7 km od swojego domu? Ale przy tym wszystkim wiedział, że to, co daje życie pozwoli na nowe doświadczenia, na nowe znajomości, na nową wiedzę, na rozwój. Przyjmował na klatę wszystko to, co dawał mu Jego Pan.
Chłopczyk ten na swój wiek był dojrzałym dzieckiem, skupionym na swoich myślach, bardzo utalentowany aktorsko, literacko i sportowo.... Od samego początku było można wyczuć Jego wrażliwość, chęć pomagania, miłość do ludzi, ale przede wszystkim miłość do Boga. Stał na uboczu. Nie wywyższał się. Nie przeszkadzał w lekcji. Dogadywał się z innymi dziećmi. Pomagał... Umiał rozmawiać. Uśmiechał się... Dawał dobre rady swojej rówieśnicy, małej niebieskookiej blondynce o dwóch kitkach....
Dzisiaj po tych wszystkich latach, po tych wszystkich zakrętach w życiu spotkali się w tym samym miejscu, w tym samym czasie, każdy o innej historii, o innym doświadczeniu. On przemawiał, ona słuchała, z tęsknotą w oku patrzyła na Niego, na Jego wzruszenie, na słowa, które padały... Z jednej strony przejęta, ale z drugiej strony dumna, bo marzenia tego zagubionego chłopczyka, którego poznała w 1999 roku spełniły się. Spełniło się to wszystko, o czym mówił.
Dzisiaj mogła pogratulować swojemu koledze z klasy, przypominając jednocześnie słowa, które wypowiedział tak dawno temu, które dzisiaj powróciły z dwojoną siłą.
Ona i On - dzieci ze szkolnej ławki, młodzież z tej samej parafii;.
Ona ze łzami w oczach wpatrywała się na Niego. On z przejęciem dawał Jej Błogosławienie. Czuła od Niego dumę, radość, wrażliwość, szczęście i wielką odwagę.
****************************************************************************
Dzisiaj w mojej parafii była piękna uroczystość. Dzisiaj mój kolega odprawiał Mszę Świętą Prymicyjną. Wczoraj otrzymał święcenia prezbiteratu. Uroczystość tak ważna dla P., dla Jego rodziców, Jego brata, Naszych parafian. Pomimo, że nie jestem aż tak bardzo wierząca uroczysta atmosfera udzieliła i mi się. Nie powiem uroniłam kilka łez, ponieważ czułam Jego wzruszenie i przejęcie tym wszystkim, co dzisiaj się działo. Z dumą patrzyłam na Nas, na tych wszystkich, którzy uczestniczyli w tej Mszy, tych wszystkich, którzy przyszli by razem z P. przeżywać tak ważne chwile. Ostatnia taka Msza w parafii, do której należę była 21 lat temu.
Dzisiaj padały słowa, piękne słowa wdzięczności, podziękować, życzeń na Nową Drogę Życia. Dzisiaj było wiele wspomnień. Wspomnień ze szkolnej ławy, z korytarza szkolnego, ze spotkań, które miały miejsca kilkanaście lat temu.
Pamiętam te słowa, które kiedyś wypowiedział. Pamiętam te ciche marzenia, które mówił mając niecałe dziesięć lat. Wtedy właśnie już wiedział, że w przyszłości będzie chciał zostać księdzem, księdzem z powołania, których w dzisiejszych czasach tak bardzo brakuje.
wtorek, 2 czerwca 2015
Dzieckiem być
"Dzieckiem znowu być
Nie bać się
Uśmiechać się
Brać wszystko to, co się ma
Dzieckiem znowu poczuć się
Nie martwić się
Dzieckiem być
By znowu móc
Umieć marzyć
By szaleć i szybować
Wysoko, aż do chmur
Poczuć wiatr
Zamknąć oczy
I
Czuć
Dzieckiem znowu być"
Autor: Ja
piątek, 29 maja 2015
Sen jak mgła
"Drogi T.
Dzisiaj po bardzo dłuższej chwili śniłeś mi się. Widziałam Cię tak bardzo realnie. Rozmawiałam z Tobą tak jakbyś był nadal z Nami... Sen ten był bardzo realny... Chociaż z drugiej strony zmartwił mnie obraz, który ujrzałam... Czuję, że coś może się złego zdarzyć... Lęk ten nie chce mnie opuścić... Czuję, że przyszedłeś w nocy do mnie, żeby ostrzec. Czuję, że chciałeś przekazać, żeby być przygotowaną na każdą ewentualność....
Dziwnie było patrzeć na to, co się rozgrywało... Strach, który w tamtym momencie odczuwałam, nadal mnie prześladuje... Pojawiłeś się znienacka... Popatrzyłeś na mnie, uśmiechnąłeś się, uspokoiłeś, że będzie dobrze. Wziąłeś mnie za rękę i poprowadziłeś do samochodu... Ufając poszłam z Tobą, bo wiedziałam, że nic się nie stanie... Reszta osób będąca u znajomych nawet nie zauważyła tego gestu, nie zauważyła Twojego istnienia, nie zauważyła tego, że zniknęłam. Usiadłam po stronie pasażera, Ty zaś za kierownicą i ruszyłeś, ostatni raz przekazując w moją stronę swój uśmiech. A ja siedząc skulona popatrzyłam w dal, zauważając, że mgła zaczęła otaczać Nasz samochód. Nie mogłam nic zrobić, zmienić cokolwiek. Poddałam się, wiedząc, że tak będzie lepiej.
Przed Naszym wyjazdem, a może ucieczką z okna domu u znajomych, skąd można było widzieć Naszą działkę, Naszą posiadłość wydobywał się dym, tak jakby coś się paliło... za chwilę słychać było wybuch, a przed Naszymi oczami roztaczał się wielki ogień.... Chciałam coś zrobić, pojechać, zawiadomić straż, ale wiedząc, że w moim samochodzie, którym przyjechałam zabrakło paliwa.... oznaczało to, że musiałam patrzeć na zgliszcza naszego domu, którego nie można było już uratować i w tym momencie pojawiłeś się Ty.. jak Anioł Stróż sfrunąłeś w moją stronę, jednym gestem uspokoiłeś i zabrałeś ze sobą...
Tak, w tamtym momencie wiedziałam już, że tak musiało się stać, że to ten odpowiedni moment, by pójść za Tobą i niczym się nie martwić. Wybawiłeś mnie, uwolniłeś od wszystkiego....
Sen ten był tak realny, że na chwilę uwierzyłam, że byłeś, Jesteś, że mnie już nie ma...
Czułam się taka wolna, tak silna jak nigdy..
Nie bałam się mgły, a wręcz przeciwnie....
spodobała mi się ona.
Twoja M."
Subskrybuj:
Posty (Atom)



