środa, 12 marca 2014

wtorek, 11 marca 2014

Magia zachodu.

Przyszła wiosna. Ptaszki śpiewają. Słoneczko mocno świeci. Spacery bardziej cieszą. Chce się Żyć. Niebo jest delikatne w swej okazałości. Chmury z lekką gracją suną po niebie. Zachody słońca są przepiękne. Zachody słońca po prostu cieszą oko, pozwalają się rozmarzyć. Uwielbiam patrzeć w górę, kiedy Niebo z delikatną rozkoszą przemienia się z błękitnego na krwisty kolor. Wtedy jest wielka Magia. Czysta i Piękna Magia.

 

poniedziałek, 10 marca 2014

Jedyna decyzja

Kolejnym tematem zadania fotograficznego było:

"Jedna, jedyna decyzja może wpłynąć na całe życie"

Tym razem nie miałam problemu jak ująć temat, ponieważ od samego początku w głowie zrodził się plan i to jak chcę wszystko ukazać. Były różne próby, powstało kilkanaście ujęć i musiałam wybrać to jedyne. Ale zanim wyjaśnię dlaczego takie zdjęcie a nie inne i dlaczego taka forma to pokaże zdjęcia, które brały udział w moim małym 'castingu':
1.

2.
3.
4.
5.

Najbardziej do mnie przemawiało ostatnie zdjęcie, dlatego przesłałam je do konkursu.

Jedyna decyzja, która zaważa na naszym życiu skojarzyła mi się tylko i jedynie z ostatecznym krokiem, jakim jest samobójstwo. Nie chcę wywoływać dyskusji sprzeciwu, urazić czyiś poglądów, po prostu takie było moje pierwsze wrażenie.

Czasem w życiu dzieje się tak, że nie dajemy rady z pewnymi rzeczami, sytuacjami, zostajemy sami z naszymi myślami, nie mamy pomocy od innych osób, czasem również towarzyszy przy tym jakiś rodzaj depresji, dlatego uważamy, że jedynym wyjściem jest skończenie takiego życia i postawienie tego ostatecznego kroku. Chociaż z drugiej strony powinniśmy walczyć, podnieść się. Wiem, że jest bardzo trudno zawalczyć, nie poddać się, ale warto to zrobić, bo życie mamy tylko jedno, nie ważne jakie, ale Żyjemy. Kiedyś sama zastanawiałam się nad takim krokiem, bo nie dawałam rady, bo nie byłam rozumiana przez rówieśników, przez rodzinę, zdarzyło się coś, co chciałam wymazać z bazy pamięci. Odświeżył mnie dopiero list, który próbowałam skleić i właśnie, wtedy pomyślałam co ja chcę uczynić, co zrobić, przecież to nie tak powinno być, powinnam chcieć Żyć i właśnie w tamtym okresie życia na mojej drodze spotkałam fantastycznych ludzi (kiedyś o tym pisałam), którzy bardzo mi pomogli z pogodzeniem się ze samą sobą, z tym co kiedyś było i oto chyba chodzi, mieć Kogoś kto pokaże jakie Życie jest cenne, że warto coś robić, nie poddać się i stawiać kolejne kroki.

I chyba od tamtej sytuacji zaczęłam doceniać to co miałam, jaka byłam i jaka jestem.

Zrozumiałam, że nic na siłę, że wszystko zależy od Nas, jaki krok postawimy i jaki będzie Nasz świat. To My mamy wybór i to powinna być tylko Nasza decyzja, w pełni przemyślana decyzja.

niedziela, 9 marca 2014

LU - Kolejne zadanie dodatkowe

Kolejnym tematem zadania dodatkowego było LU. Miałam bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Jak zawsze trudności były w zinterpretowaniu tematu. Miałam nawet zrezygnować z udziału w zadaniu, jednak ... No właśnie jakoś mnie męczyło, żeby 'coś' wysłać, żeby się nie poddać i na swój własny sposób przedstawić LU, i tak właśnie zrobiłam.

Po przeczytaniu tematu moją pierwszą czynnością było zadanie pytania: "Może ja jestem typową blondynką, może to mój wiek, może ja za wiele nie znam życia, ale myślę i myślę (nawet poprosiłam o pomoc wujka google) i nie mogę dojść co, to jest to całe LU. Może mała pomoc?". Odpowiedź samego autora nie pomogła mi w niczym, bo jak Mroczny powiedział: "Lu jest wszędzie. I to jest w nim najpiękniejsze." No dobra, jeżeli jest wszędzie, tylko co w sobie kryje, co autor miał na myśli? To mnie bardzo nakręcało. Pomyślałam, że to może być jakiś skrót. I wymyślałam, że może wszechświat, skojarzyło mi się z ciastkami z firmy LU, że to skrót czegoś, co ma w sobie jakąś angielską nazwą. 

Nigdy nie przyszłoby mi na myśli, żeby LU pokombinować ze słowami, które posiadają w sobie właśnie te dwa literki. Najważniejsze, że wbiłam się w myśl autora, bo moje zdjęcia przedstawia człowieka: 'LUdzie' i 'LUty', bo fotografia zrobiona była jeszcze w lutym.

Przestałam kombinować. Podczas spaceru po Bydgoszczy jak zawsze robiłam zdjęcia. No i po powrocie do mieszkania, kiedy przenosiłam zdjęcia na komputer rzuciło mi się w oczy jedno zdjęcie i wtedy właśnie pomyślałam, że może to jest to, że to jest właśnie LU i nie myśląc długo przesłałam o to takie zdjęcie:


Mroczny prosił, żeby napisać kilka słów, dlaczego uważamy, że nasze zdjęcie jest LU.

I idąc tropem po odpowiedzi Mrocznego na moje pytanie, że Lu jest wszędzie pomyślałam, że i tak nic innego nie wymyślę, że nie wpadnę na inny pomysł, a czas biegnie nieubłaganie i trzeba wysłać zdjęcie i naskrobałam kilka takich słów: "Do tej pory nie potrafię rozgryźć co to jest LU i co oznacza. Jednak dla mnie LU to jest to wszystko co występuje wokół mnie, czyli sama natura – słońce, woda, niebo, człowiek, budynki i roślinność."

Zdjęcie w pełni mnie charakteryzuje, jest takie moje, jest słońce, jest samotny człowiek, jest woda, jest niebo, jest ciężka praca, nie poddanie się, dążenie do celu.

Patrząc na te zdjęcie kojarzy mi się tylko jedna piosenka, którą wciąż słyszę w głowie:


sobota, 8 marca 2014

Wschód Słońca

Dzisiaj dla wielu Pań dzień ten jest wyjątkowy. Dzisiaj obchodzimy Nasze święto, tylko że Ja od kilku lat 8 marca kojarzę z czymś innym, niż tylko Dzień Kobiet, i niestety to nie jest szczęśliwa rzecz.

8 marca kilkanaście lat temu spowodował, że tak naprawdę, namacalnie dotknęłam śmierci. W wieku 17 lat byłam świadkiem jak ważna dla mnie osoba przekracza tą niewidzialną dla oka granicę, granicę życia i śmierci. Próbowałam ze wszystkich sił nie dać Jej tego uczynić, ale niestety nie udało się. Nie mogłam już nic zrobić, tylko pozwolić Jej godnie odejść. Patrzyłam i słyszałam prostą kreskę na monitorze. Nie mogłam uwierzyć. Przez wiele lat skrywałam wszystko, nie pozwalałam na wypuszczenie tych emocji, które wtedy odczuwałam, skrywałam wszystko w środku. Wiem, że to było zachowanie destrukcyjne, ale inaczej nie potrafiłam, to był mój, jedyny sposób. Przez pół roku nie mogłam wchodzić do pokoju, omijałam szerokim łukiem. Mój umysł nie mógł przestawić się, że Jej już nie ma i nie będzie. I do dnia dzisiejszego jakoś trudno to jest pojąć. Wszystkie emocje wychodzą na światło dzienne za sprawą Jego odejścia. Wszystko powraca z dwojoną siłą. Emocje, sytuacje mieszają się nawzajem. Wiem, że za wcześnie odeszli, że tak nie powinno być. Tylko, że... No właśnie.. Jak się z tym pogodzić... Jak przestawić umysł... Jak w to uwierzyć... Uwierzyć, że są w tym lepszym świecie... Że tak musiało być... Ludzie powiadają, że potrzeba czasu, tylko że z czasem dla mnie jest coraz bardziej trudniej... Nie myślę.. Tylko czuję... Tęsknię...

Jak siedemnastolatka, która dopiero co wkracza w życie dorosłe ma się przestawić, uwierzyć. Jak ma to pojąć, że na jej rękach ktoś odszedł, że nie potrafiła pomóc, pomimo że próbowała?

Ta cała sprawa do dnia dzisiejszego wywołuje silne emocje. Nadal jak przewijam tamte kadry ręce się trzęsą, serce boli, oczy zachodzą mgłą.

Nie pisałabym tego wszystkiego, gdyby nie to, że blog ten jest w pewnym sensie jakąś dla mnie terapią, sposobem na pogodzenie się z pewnymi rzeczami, wyzwoleniem tego wszystkiego co siedzi we mnie.

Wiem jedno, że tamta sytuacja bardzo mnie zmieniła. Bardziej stałam się zamkniętą osobą, bardziej wszystko odczuwam, bardziej stałam się wrażliwa i bardzo łatwo jest mnie zranić. Tamta sprawa pokazała mi jakie życie jest kruche, że liczą się sekundy, że nad niektórymi sytuacjami nie mamy żadnego wpływu.

Jadąc dzisiaj o 6 rano i rozmyślając o tamtych chwilach zrozumiałam, że ważne są wspomnienia, chwile spędzone z najbliższymi osobami, że nawet jeżeli ktoś odejdzie to pozostawia po sobie pewne ślady - zdjęcia, wspomnienia, słowa, które rozbrzmiewają w głosie; uśmiech, do którego zawsze możesz powrócić. Powinniśmy jak najlepiej pielęgnować rodzinne pamiątki, zdjęcia, wracać do nich.

Wschód słońca, dokładnie godzina 6.10

Może zdjęcia nie mają nic wspólnego z dzisiejszym wpisem, ale jakoś musiałam je wstawić, są jak świeże bułeczki w poranny dzień i wychwytuje w tym wschodzie słońca jakiś spokój i piękno.