czwartek, 29 maja 2014

Fontanna cz. 1

Od kilku dni w Bydgoszczy, niedaleko mojego mieszkania działa fontanna. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nic nadzwyczajnego. Zwykła fontanna i tyle. Jednak jest w niej coś niezwykłego. Fontanna ta będzie tańczyć m.in. do fragmentów V symfonii Beethovena czy marszu Radetzky'ego. Wieczorami, od godz. 19.00 ma zaświecić barwami takimi jak: czerwony, zielony, niebieski, żółty.

We wtorek usiadłam na ławce, spojrzałam w kierunku fontanny i od razu zachwyciłam się. Jak wiadomo uwielbiam wodę i może dlatego tak mi się ta fontanna spodobała? Pewnie, tak. Siedziałam, patrzyłam i robiłam zdjęcia. Mogę powiedzieć, że trochę pobawiłam się aparatem, co chwilę zmieniałam miejsce, przysłonę, barwę. Niestety przy fontannie siedziałam dość długo, ale nie aż tyle, żeby zobaczyć ją w kolorowej barwie. Jeżeli pogoda (aktualnie chmurzy się, jest zimno i pewnie będzie padać) i czas pozwoli to wybiorę się w następnym tygodniu, wieczorkiem, żeby pozachwycać się szczególną magią wody. 

Uwaga, sporo zdjęć :)

























Znalazłam na YouTubie filmik z otwarcia fontanny:
 

wtorek, 27 maja 2014

Światło nadziei

Słowa - same kiełkują w mojej głowie.
Myśli - same kierują w inną stronę.
Zmiana - chyba nadszedł ten czas, żeby.... Żeby się ze wszystkim, w jakiś sposób pogodzić, przetrawić i zachować w sobie te wspomnienia, które będą wywoływać na twarzy tylko uśmiech. Zdaję sobie sprawę, że ta droga będzie długa, kręta i bardzo wyboista. Także wiem, że natrafię na jakieś przeszkody, że sama się w tej drodze potknę i upadnę, ale muszę uczynić ten jeden najważniejszy krok ku przyszłości, nadziei, spokoju ducha. 

Muszę to uczynić, bo czuję, że w takim zawieszeniu w jakim jestem teraz nie wytrwam długo, że za chwilę naprawdę się załamię i nie będzie czego już składać, a chcę przecież Żyć, cieszyć się z tego co daje świat, cieszyć się następnymi krokami w życiu H. 

Słowa, które wyskakują z głębi duszy wyzwalają u mnie łzy, skrywane bardzo głęboko. Ciężko jest o tym myśleć, a tym bardziej powiedzieć to na głos, usłyszeć ciężkie słowa i ciężką prawdę, którą próbowałam omijać, którą schowałam w najdalszy zakątek mojej duszy i serca. 

Nie chcę siedzieć w jednym miejscu. Muszę iść dalej. 

Nadal nie mogę w to uwierzyć co się wydarzyło, że już mija rok, że tyle czasu byliśmy bez Niego.

Już nawet nie próbuję tłumić łez. Pozwalam im na wypłynięcie. Jest to bardzo trudne, ale najwyższy czas.

Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że paraliżował mnie strach, żal, smutek i tęsknota. Tęsknota za Nim, za czasami, za samą sobą, za dziewczyną, którą byłam, za marzeniami.

Planuję powrót do pieczenia. Od kilku dni chodzi za mną jabłecznik. Myślę, że od tego ciasta wszystko zacznie się od nowa. Chcę tego, z całych sił chce na nowo piec, chcę żeby to znowu była moja pasja, która daję radość, ma sens i pokazuje przyszłość.

Kilka dni temu, na zajęciach było jedno ćwiczenie, które uzmysłowiło mi, że od czerwca próbowałam tylko jakoś przetrwać dzień. Wstawałam, jadłam, chodziłam, robiłam co swoje, kładłam się spać. Tylko tyle. Jednak czynności te były bez radości, sensu życia. Jedynie co mnie trzymało to mały H. Ćwiczenie te ukazało mi, że zatraciłam w sobie cel życia, że nie dążę po swoje marzenia, że je zagubiłam, gdzieś po drodze.

Przez ten cały czas zastanawiałam się nad tym, jakie byłoby nasze życie, gdyby pokonał chorobę, a nie choroba Jego, gdyby .... Wiem, że nie powinnam, że sama się nakręcałam... Jednak nie mogłam tego z siebie wyzbyć, one same jakoś zakorzeniły się w mojej głowie. Jednak teraz małymi krokami chcę to z siebie wyrwać, wyrzucić, pociąć, uwolnić.

Od wczoraj non stop w głośnikach słychać nuty "Listu" E. Górniak. Piosenka ta jest dla mnie jak mantra. Czuję, że właśnie ona uwolniła coś, co tkwiło we mnie, coś z czym nie chciałam walczyć, czego się bałam i nadal się boję...

Zastanawiam się, czy to ma jakiś sens?
Czy dam radę?
Czy znowu się nie poddam?
Nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Teraz pozostawiam na barki czasu.

W miejscu, którym jestem i w którym się strasznie pogubiłam zauważam światło, które coraz mocnej świeci i pokazuje prawidłową drogę.


To, co próbuję z siebie uwolnić jest jakoś chaotyczne, tak jak chaotyczny jest ten wpis.

piątek, 23 maja 2014

Żabi rechot

Ostatnio potrzebowałam chwili ciszy i spokoju. Wiem również, że przez najbliższy miesiąc będę nadal tego potrzebować by uspokoić siebie, swoje emocje, swoje myśli, żeby nabrać dystansu.

Wypracowałam swój własny sposób. Od zawsze woda mnie uspokajała. Uwielbiam patrzeć na fale, na trawę, która rośnie i pod wpływem wiatru kołyszą się, jak wydają ciche dźwięki. Uwielbiam wsłuchiwać się w żabi śpiew. Kiedy byłam młodsza i okna mojego pokoju wychodziły w kierunku wody to każdego wieczoru słyszałam ich rechot. Ich koncert usypiał mnie. 

Jak pierwszy raz wyjechałam na studia to właśnie najbardziej tęskniłam za ich śpiewem. Każdej nocy tęsknie patrzyłam przez okno, próbowałam w dźwiękach wieczornego miasta znaleźć choć jeden ton ich rechotu.

Od dwóch dni dźwięk ten budzi mnie. Kiedy pojawiło się słońce i zrobiło się bardzo ciepło to żaby od samego dnia dają swój koncert. 

Wczoraj nawet udało mi się uwiecznić ich koncert, ponieważ wygrzewały się w pełnym słońcu.

Wczoraj i dziś woda bardzo mnie wyciszyła. 












A zadumie nad wodą towarzyszył mi Sierściuch. I także on poddał się błogiemu lenistwu.



środa, 21 maja 2014

Ogród Botaniczny

Wczoraj, żeby odciągnąć czarne chmury nad głową wyszłam z czterech ścian. Pogoda była wyśmienita. Świeciło słońce, wiaterek lekko muskał skórę. Założyłam okulary przeciwsłoneczne. Zdjęłam sweter i poszłam do Ogrodu Botanicznego, który mieści się niedaleko mojego mieszkania w Bydgoszczy. 

Wygodnie usiadłam na ławce. Wyciągnęłam nogi. Skierowałam głowę ku górze, ku słońcu. Zamknęłam oczy. Poczułam promienie słońca, wiatr, który rozwiewa moje krótkie włosy, usłyszałam śpiew ptaków, wodę płynąca z fontanny, rozmowy ludzi, śmiech dzieci. Te wszystkie odgłosy pomogły mi się rozluźnić.

Wstałam i przeszłam się po ogrodzie. Obserwowałam nie tylko ludzi, ale także przyrodę. Robiłam zdjęcia.
I tak minęły mi dwie godziny, w których nie myślałam, ani nie wspominałam.