sobota, 30 listopada 2013

Ulotna chwila

Czy, czasem zatrzymujemy się i zastanawiamy się nad własnym losem, nad światem i otaczającą nas przyrodą? Czy czasem, patrzymy na innych ludzi? Czy ich zauważamy na ulicy, w domu, w rodzinie? Czy jesteśmy tacy, jacy chcielibyśmy być? Czy jesteśmy bezinteresowni? Czy z własnej woli pomagamy innym? Czy skoczylibyśmy za kimś w ogień? Czy pamiętamy o tych, z którymi urwał się nam kontakt? Czy chcielibyśmy, znowu nawiązać z tymi osobami jakąś nić porozumienia? Czy pamiętasz o wyrządzonych przez siebie krzywdach? Czy niedawno kogoś, za coś przeprosiliśmy? Czy się uśmiechamy? Czy dążymy do celu, swoich marzeń? Czy pracujemy w wyuczonym zawodzie? Czy jesteśmy zadowoleni ze swojej pracy? Czy oddajemy się swojej pasji? Czy myślimy nad swoim życiem? Czy nie jesteśmy obojętni? Czy jesteśmy, naprawdę osobą tolerancyjną? Czy mamy dobry kontakt ze swoimi sąsiadami? Czy rozmawiamy z ukochanymi? Czy widzimy ich naprawdę? Czy coś zmienilibyśmy w swoim życiu? Czy Kochasz? Czy jesteś Kochany? Jaki byłby nas ostatni dzień, gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę nas już nie będzie? Czy skorzystałbyś z tej wiedzy? 



Pytania takie można by jeszcze, bez końca zadawać. Na część z nich przechodzimy bez odpowiedzi. Na część mamy krótką odpowiedź. Na inne zaś musimy się dobrze zastanowić. Najważniejsze jest, żeby w odpowiednim momencie zatrzymać się i zanalizować swoje dotychczasowe życie, zmienić coś co nam od dłuższego czasu nie pasuje. Ważne jest, żeby w tym wszystkim nie zgubić własnego 'Ja', żeby pozostać sobą, a nie tym kimś, co promuje społeczeństwo, żeby być zgodny ze swoimi przekonaniami i wartościami.



Ważne jest, żeby zauważać piękno dnia, chwile ulotne, piękne chwile spędzone z rodziną i na łonie natury. Dobrze jest dostrzegać słońce w pochmurny dzień, śpiew ptaka wieczorną porą, spacerującego kota, szczek psa, ryk samochodu, powiew wiatru w bezchmurny dzień, kolor kwiatów, zachody i wschody słońca, odgłosy rozmów, uśmiech przechodnia, dobre słowo drugiego człowieka. Ważne jest, żeby dać sobie pomóc w odpowiednim momencie.


Ważne jest, żeby każdy dzień przeżywać tak, jakby był naszym ostatnim dniem. Nawet jeżeli jest nam trudno, kiedy nie potrafimy się pogodzić z przemijaniem, nieuchronnością i kruchością życia. Ważne jest, żeby nie żałować swoich decyzji.


Życie składa się z sekund, chwil, które w mgnieniu oka przemijają, których nie powtórzymy.  

DLATEGO PATRZ KAŻDEGO DNIA NA PIĘKNO, KTÓRE UKRYTE JEST W NATURZE ORAZ W DRUGIM CZŁOWIEKU.

***********************************************************
zdjęcia zrobione przez moją osobę w okolicach godziny 16, jakieś dwa tygodnie temu, na moście, na wylocie z Bydgoszczy w stronę Torunia.

piątek, 29 listopada 2013

Złośliwość rzeczy martwych, sen no i dodatkowy, pusty talerz.

Dawno nie pisałam. Wiem. Jednak, nie chcę nic na siłę. Nie chce opisywać byle czego, byle jakich myśli i przelanych emocji. Tak naprawdę nie chcę nic przyśpieszać. Chcę, żeby wszystko biegło swoim własnym rytmie, żeby słowa same się napisały, tak od serca, a nie, że muszę coś wyskrobać. Dlatego zdarzają mi się przerwy, te ciche dni, od bloga, od Was, ode mnie samej i swoich, własnych myśli.

Jak przysłowie mówi: złośliwość rzeczy martwych. W ostatnim miesiącu w 100 % się sprawdziło. Po kolei jakaś rzecz w domu, w niewyjaśnionych okolicznościach nie działa bądź całkowicie się psuje. Z większością jakoś dajemy sobie radę. Pozostaje jednak ta część, w której obecność i pomoc innych osób jest uzasadniona, bez której nie dałybyśmy sobie rady. Zastanawiam się co się za chwile popsuje, jaką rzecz będzie trzeba wymienić/ zastąpić i czy damy sobie z nią radę. Zobaczymy. Jednak wierzę, że się nie poddamy. Trzeba stawić czoło, uspokoić się i pójść dalej, pomimo iż to nadal, niewyobrażalnie boli.

W ostatnim czasie głupoty mi się śnią. Większość nie pamiętam, jednak jakby przez mgłę dochodzą do mnie emocje, wrażenia wywołane właśnie, niektórymi scenami snu. Pamiętam, że śniły mi się wypadające zęby i płynąca krew (boję się tego, co to oznacza). Innym razem była jakaś kłótnia, erotyczna scena, jakiś wpadek, prześladujące zwierzęta - zwłaszcza sarny. Dzisiejszej nocy śnił mi się On. Żywy. Ubrany jak zawsze elegancko - w krawacie, w białej koszuli i szaroczarnym garniturze. Pamiętam, że z całą rodziną byliśmy na jakimś spotkaniu. Byli Jego koledzy z pracy, najlepszy przyjaciel, znajomi ludzie. On stał za Nami. Wyprostowany i bardzo uśmiechnięty. Jakby znowu chciał przez to powiedzieć, że jest z Nami, że Nas pilnuje, dogląda, że jest dumny, że nadal jako rodzina istniejemy, że się wspieramy i codziennie o Nim pamiętamy. Nie wyobrażam sobie domu bez Niego, bez Jego zapachu, rzeczy, tego wszystkiego co pozostało, co pozostawił opuszczając Nas na kolejne leczenie. Nie wyobrażam sobie, żeby dom taki nie istniał. Z tymi wszystkimi rzeczami, z Jego zdjęciami poustawianymi na meblach czuję, że jest, że nie odszedł, że lada chwila wejdzie, przywita się, opowie jak minął dzień, co robił przez ten czas, kiedy nie było Go z Nami, co zobaczył, pokaże zrobione zdjęcia i film. Ja nadal w to wierzę. Tak sobie z tym radzę. Optymistycznie nie patrzę w przyszłość, wiedząc, że w tej przyszłości Jego nie będzie, nie przeżyje tego wszystkiego co my przeżyjemy i doświadczymy.

Nadal, kiedy spotykamy się wszyscy razem, na wspólnym obiedzie wyjmuje szósty talerz. Zawsze byliśmy w szóstkę, nawet kiedy ktoś albo odchodził bądź przychodził do Naszego domu. Od lipca, niestety jesteśmy tylko w piątkę. Jednak wyjmując potrzebne rzeczy, krojąc coś na części, ustawiając wszystko na stół pozostaje ten szósty talerz. Nawet, wtedy kiedy M. powie, że jest dobrze, że dobrze pokroiła ciasto, podzieliła Nasz wszystkich Ja się buntuję, nie dociera do mnie prawda, łudzę się. Myślę, że tak pozostanie przez dłuższy czas, że nie zmienię swojego nastawienia i że zawsze będę się buntować, w środku krzyczeć, nie rozumiejąc innych, nie rozumiejąc samej siebie.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nieznajomy

Są pewne słowa,  które ranią.
Są pewne gesty, które bolą.
Są pewne zachowania, które krzywdzą.

Jest pewien tłum.
A w nim, jest pewien Nieznajomy.
Ten sam.
A, jednak inny.

Są pewne zdania, na które nie wiesz co powiedzieć.
Zamyślasz się i analizujesz.
Nie dowierzasz.
Myślisz, że jest inaczej.
Inaczej myślałaś.
Inną znałaś prawdę.

A jednak.
Po raz kolejny pomyliłeś się.

 Ty, Mój Nieznajomy.
Jaka jest prawda?
Czy to, ma sens?

Chce wierzyć.
A, nie wiem w co.

Ty, Mój Nieznajomy.
Odpowiedz mi.
Opowiedz mi coś o sobie.
Daj się ponownie poznać.
Zwłaszcza z tej innej strony.

Ty, Mój Nieznajomy.
Nie odchodź.
Boję się.

Są dwie drogi.
Którą wybrać mam?
W którą wierzyć mam?

Zapada Noc.
A Ja nadal nic nie wiem.
Zdaję się na intuicję.

Próbuję im, nie ufać.
Próbuję ...
Jednak, czy to ma Sens?
Ty, Mój Nieznajomy.

Gubię się w swoich analizach.
Gubię się we wspomnieniach.
Ty, Mój Nieznajomy.

Jestem Sama.
I jest On.
Mój Znajomy.
Z jednej twarzy.
A jaka jest druga twarz?

Odpowiedz mi.
Ty, mój Nieznajomy.

Jest jeden obraz.
Bardzo wyraźny.
Są słowa, 
które wciąż dźwięczą w głowie,
które nie dają spokoju.

Czy to, co dziś wiem -
Jest Prawdą?
Czy Oni kłamią?
Czy tylko chcą, Cię oczernić?
Nie znając Cię,
Ty, Mój Nieznajomy

Cząstka mej duszy.

czwartek, 21 listopada 2013

Magia Świąt?

Długo zastanawiałam się nad tym postem. Długo zastanawiałam się nad tymi słowami. Zastanawiałam się, czy w ogóle mam zacząć ten temat, czy po prostu zostawić to, tak jak jest, nie rozrywając przy okazji swojego serca, wspomnień, czy zostawić to, tylko dla siebie. Wiem, że gdybym nie wylała z siebie tych potok słów, zdań byłoby ze mną gorzej, bardziej bym się jeszcze zamknęła. Za słowami mojej koleżanki, która we wtorek przed ostatnimi zajęciami, widząc mnie samotną, rozmyślającą na korytarzu przed aulą, wypowiedziała parę słów, które do mnie trawiły, jak grom z jasnego nieba: "Czasem nie warto! Nie warto myśleć!" I chyba miała rację. Dlatego zamiast myśleć, wolę napisać, wylać z siebie to, co mnie dręczy.

Magia Świąt? Christmas?
Czy w ogóle jeszcze coś takiego istnieje?
Patrząc na wszystko co się dzieje w sklepach, w centrach handlowych, w telewizji mam nieodparte wrażenie, że ludziom, właścicielom tych firm zależy jedyni na kasie, na tym, żeby ludzie kupowali, a nie na atmosferze. Preludium wszystkiego jest to, że w miesiącu listopadzie, który jest miesiącem wielkiej zadumy, wspomnień o tych bliskich, których już nie ma z nami; zaraz po 1 wszędzie się ukazały rekwizyty świąteczne, zaczynając od słodyczy w sklepach, przez reklamy w tv, a kończąc na choinkach, mikołajach, gwiazdach poustawianych w witrynach sklepowych i na środku w centrum handlowym. Nawet dobrze się nie obejrzymy, a za chwilę, z głośników radia polecą świąteczne nuty. Wszystko to, przecież zabija magię świąt, tą doniosłą chwilę, chwilę, która powinna być przeznaczona dla bliskich a nie dla szału zakupowego. Czy nikt tego nie widzi? Nie czuję?

Pamiętam, że mając kilka/kilkanaście lat uwielbiałam święta. Uwielbiałam czas przed świętami. Atmosferę, zapachy świąteczne, które czuło się już od początku grudnia, od Mikołajek. Nigdy z siostrą nie mogłyśmy się doczekać Wigilii, pierwszej gwiazdki, rodziny, opłatka no i prezentów. 

W ten szczególny dzień, w dzieciństwie grałam z rodzeństwem w statki, bądź inne gry planszowe. Od południa czuło się zapachy smażonego karpia, sałatek i potraw przygotowywanych na ten wieczór i na następne świąteczne dni. Tak było kiedyś.

Od 17 roku życia nie cierpię świąt, nie wierzę w Mikołaja, nie czuje tej magii, doniosłej atmosfery, może dlatego, że w tamtym roku wydarzyło się coś, co mnie mocno zmieniło, gdzie musiałam szybko wydorośleć, pogodzić się z przemijaniem, nieuchronnym czasem i kruchością życia. Z tamtych świąt pamiętam płacz, namacalne puste miejsce i obraz przewijający się w głowie - obraz ostatniego tchnienia osoby, która była jak mama, która wychowała mnie wraz z rodzicami, która była ze mną od samych urodzin, aż do marca 2007 roku.

Analizując teraz siebie, swoje emocje, swój organizm, myśli, wspomnienia, już wiem, że te wszystkie negatywne emocje, uczucia, które nie chciałam przeżywać, a zakopałam głęboko i zatrzasnęłam mocnymi drzwiami, które dopiero teraz wychodzą na światło dzienne, które potęgują mój ból, rozpacz, pustkę. Dopiero teraz, namacalnie czuję, widzę, słyszę. Obrazy, o których nie chciałam pamiętać przeplatają się z obecnymi obrazami, związanymi z Nim. Już sama nie wiem, które są prawdziwe, a które wymyślone; które się wydarzyły, a które ja sama sobie wyobraziłam. I wiem, że jeżeli to wszystko nie przetrawię, to nie zrobię tego przysłowiowego kroku na przód, nie zmienię się, nie opuści mnie ciemność.

Obecnie wszystko się zmieniło. Zmienił się bieg wydarzeń. Zmieniło się życie.
Wszystkie te drobiazgi związane ze świętami przytłaczają mnie. Chcę od nich UCIEC. Jednak się nie da, są na każdym kroku, na każdej stronie, gdzie spojrzę. Kiedy na nie patrze, wszystko w środku drży, wszystko się buntuje.

Tegorocznych świąt najbardziej się boję. Nie potrafię sobie ich wyobrazić, jako szczęśliwych, radosnych, z magiczną atmosferą. Gdy swoje myśli kieruję właśnie na te kilka, przyszłych dni, widzę tylko szarość, smutek i łzy. Te święta będą inne, niż zwykle. W te święta nie będzie Ich, na których najbardziej mi zależało. Nie planuję, co komu kupić, o upiec, jak zrobić, żeby było najlepiej. Bo, tak naprawdę sama nie wiem co jest dla nas, w tej chwili właściwe i jak to wszystko wspólnie, razem przeżyć.

Próbuję nie myśleć. Jednak, nie potrafię.

jedna z wielu, które obecnie mijam.
 
Stawiając ostatnią kropkę, już sama nie wiem, czy to, co napisałam jest tak, jak miałam ułożone w myślach.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Spacer

Miał być film w Jej towarzystwie, w miłym towarzystwie. Miała być szczera rozmowa. Pozostał tylko samotny spacer ulicami Bydgoszczy. Za Jego powiedzeniem: "Umiesz liczyć, licz na siebie". Coś w tym jest. Ale nie o tym chciałam mówić. Chciałam jedynie pokazać, że Bydgoszcz także nocą może być piękna. Zdjęcia są mojego autorstwa. Jakość taka sobie, bo rozbione były aparatem z telefonu.