Wypoczęła. Zregenerowała swoje siły. Spędziła czas ze swoimi bliskimi. Pobyła sama ze sobą. Obejrzała fantastyczne filmy. Przeczytała fantastyczne książki. Może powiedzieć, że tak minął jej czas pobytu w domu. I z cala pewnością może zgodzić się ze słowami, że "nie ma jak w domu".
Dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Świętowanie swoich urodzin (wiem późno ale nie mogła wcześniej z rodzinką) połączone z urodzinami Mamuśki. Jej 23 a Mamuśki 50. Pół wieku niebywałego życia. Odbierała ten dzień całą sobą, chwytała każdą chwilę, cenną chwilę z najważniejszymi osobami w jej życiu. Ten dzień będzie wspominać z radością. Będzie pamiętać o śmiechu, szczęściu, rozmowach, trzymaniu na rękach bratanka. Jego uśmiech. Jego wielkie oczy jak się w kogoś wpatruje. Jego głos i jego pojedyncze "au" "ae" "ay". Cenne chwile, niebywałe chwile, cudowne chwile bo nie wie, czy będzie miała możliwość przeżyć inne takie chwile, bo nie wie co będzie za pięć dni.
Tak, te pięć dni, które zostały będą się jej dłużyć w nieskończoność. Nie chciała o nich pamiętać ale nieustannie powracają w jej myślach, na krótką, na jedną sekundę, ale właśnie ta jedna sekunda wystarcza aby zmienić jej nastrój, zmienić uśmiech w smutek i zadumę. Jednak próbuje nie poddawać się tym myślom i przekierowuje je na inne tory i jej się udaję. Powolutku ale daje radę.
Jutro wraca do szkoły. Zaczyna się nowy semestr. Obawia się co będzie, jak będzie. Jednak ma nadzieję, że wszystko pozostanie po staremu.
Zaczęła odliczać. Wykreśliła: DZIEŃ PIERWSZY.
niedziela, 17 lutego 2013
wtorek, 12 lutego 2013
Cisza głębsza niż otchłań
"cisza głębsza niż otchłań" obawia się, że tak będzie do 22 lutego. Cisza i nic ponad to. Już się nie boi. Już nie. Wydoroślała, zrozumiała. Co ma być to będzie. Przyjmie to na klatę, spokojnie i z uniesioną głową, ale do 22 będzie w niej tylko cisza i zaduma. Stara się być szczęśliwą, nie przejmować ale byciem szczęśliwym jest być bardzo trudno. Potrzebne jest przede wszystkim wielka odwaga i upór w dążeniu w swoim postanowieniu. Da radę, Wierzy w to.
Wczoraj były dwie sytuacje, które były bardzo skrajne, które dały jej do myślenia.
1. Jej pierwsza wywrotka tej zimie. Nie pamięta jak to się stało. Chyba na sekundę straciła świadomość. Nie pamięta jak leciała. Pamięta jedynie jedną myśl. Jedno zdanie, które miała w głowie, które pamięta do dnia dzisiejszego. Jedno krótkie zdanie ale jak ważne: Chroń tylko głowę. I tak zrobiła. Nie uderzyła głową o beton, i to jest najważniejsze. Tylko za to zapłaciła cenę, jakim jest ból łokcia. Bo uderzyła mocno prawym łokciem i prawym barkiem. Boli, mocno boli, ale da radę, przezwycięży i ten ból.
2. Sytuacja w poczekalni - czekała 1.5 h by oddać krew na badania. Jako ostatnia została przyjęta o równej 10. Ale to nie jest ważne. Ważne jest to co było w trakcie czekania. Ważne jest to jak niektórzy ludzie sie zachowywali. Stwierdza z całą pewnością, że zawiść i głupota ludzka nie zna granic. Jak można z głupiej sprawy zrobić wielką awanturę. Tak, wszystko rozumie. Ale nigdy nie zrozumie tego jak ludzie potrafią być egoistyczni i nieczuli na innych. Przecież są ważniejsze w życiu sprawy, niż to kto, kiedy wchodzi, kto "przed kim" albo "po kim" stoi. Ludzie opamiętajcie się, dajcie spokój takim bzdurom. Ona patrzyła na nich jak na wariatów. Śmiała się w duchu z ich głupoty, ich zachowania. Pewnie kiedyś by włączyła się do nich. Stanęła po jakieś stronie. Ale nie tym razem. Tym razem stanęła obok i jedynie obserwowała komiczną dla niej sytuację.
Tak, te dwie sytuacje wryły się mocno w jej pamięć. Dzięki temu wie co ma robić
sobota, 2 lutego 2013
Mała walka
Dzisiaj znowu wygrała. Wygrała wielką bitwę. Wygrała z Sesją. Dzisiaj miała ostatnie wyniki. Tak, i to były bardzo dobre wyniki. Nigdy jeszcze w życiu, jak jest studentką, nie cieszyła się z tak dobrej sesji. Ma po temu swoje powody. W tym roku, w czasie długiej nauki towarzyszyło jej przeziębienie, które nie chciało odpuścić. Więcej czasu przespała niż się uczyła, nie miała sił na nic, na naukę, na wychodzenie na powietrze, chciała tylko przespać tak ciężki dla niej czas. Dla niej dzisiejszy dzień jest bardzo ważnym, kolejnym dniem. Udało się jej pozaliczać wszystko w pierwszym terminie i bez żadnej tzw. "3".
Kiedy zobaczyła ostatni wynik uśmiechnęła się od ucha do ucha i pomyślała: "brawo Marta, Udało CI się, jesteś Wielka i jestem z Ciebie bardzo dumna, nie poddałaś się a walczyłaś i o to tutaj chodzi"!!!!! Po raz kolejny wygrała z samą sobą, ze swoimi przeciwnościami, ze swoimi myślami i ze swoim organizmem.
Nadchodzi wieczór. Szykuje się do świętowania. Wychodzi do ludzi, wychodzi z Ludźmi, tak ważnymi dla niej. Chce razem z nimi bawić się, zapomnieć o trudnych chwilach, jakim była nauka, chce się zając czymś innym.
DO południa czytała książkę, nigdy w życiu jeszcze nie wylała tylu łez, chociaż często płaczę nad tekstem. Ale ta jest wyjątkowa, ta poruszyła ją dogłębnie, wyszukała jej najskrytsze obawy, lęki. Dała tyle do przemyślenia, do zrozumienia, co jest najważniejsze, jak walczyć z przeciwnościami losu, z chorobą, jak prosić o pomoc w chwili zwątpienia i niemożnością samemu sobie pomóc, kiedy opadają siły. Dzięki tej książce wie, że Wybrała dobrze i Wie, że po raz kolejny Wygrała. Zrozumiała także, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Pierwszy krok do szczęścia. Pierwszy krok wypowiedzenia, tak prostych a zarazem trudnych słów, jakim są: Pomoc, Prośba, a także nie daję sama radę!!! Tak ważny jest pierwszy krok. I od teraz będzie wiedzieć jak ma począć i co ma zrobić.
Pewnie dziwicie się czemu piszę w trzeciej osobie (o Niej). Odpowiedź jest prosta: łatwiej jest mi ująć, zrozumieć to co chce przekazać, to co chcę napisać, niż miałabym pisać w pojedynczej osobie. Nigdy nie byłam dobra w prowadzeniu pamiętnika, ale wynalazłam swój sposób :) To cała JA :)
Kiedy zobaczyła ostatni wynik uśmiechnęła się od ucha do ucha i pomyślała: "brawo Marta, Udało CI się, jesteś Wielka i jestem z Ciebie bardzo dumna, nie poddałaś się a walczyłaś i o to tutaj chodzi"!!!!! Po raz kolejny wygrała z samą sobą, ze swoimi przeciwnościami, ze swoimi myślami i ze swoim organizmem.
Nadchodzi wieczór. Szykuje się do świętowania. Wychodzi do ludzi, wychodzi z Ludźmi, tak ważnymi dla niej. Chce razem z nimi bawić się, zapomnieć o trudnych chwilach, jakim była nauka, chce się zając czymś innym.
DO południa czytała książkę, nigdy w życiu jeszcze nie wylała tylu łez, chociaż często płaczę nad tekstem. Ale ta jest wyjątkowa, ta poruszyła ją dogłębnie, wyszukała jej najskrytsze obawy, lęki. Dała tyle do przemyślenia, do zrozumienia, co jest najważniejsze, jak walczyć z przeciwnościami losu, z chorobą, jak prosić o pomoc w chwili zwątpienia i niemożnością samemu sobie pomóc, kiedy opadają siły. Dzięki tej książce wie, że Wybrała dobrze i Wie, że po raz kolejny Wygrała. Zrozumiała także, że najtrudniejszy jest pierwszy krok. Pierwszy krok do szczęścia. Pierwszy krok wypowiedzenia, tak prostych a zarazem trudnych słów, jakim są: Pomoc, Prośba, a także nie daję sama radę!!! Tak ważny jest pierwszy krok. I od teraz będzie wiedzieć jak ma począć i co ma zrobić.
Pewnie dziwicie się czemu piszę w trzeciej osobie (o Niej). Odpowiedź jest prosta: łatwiej jest mi ująć, zrozumieć to co chce przekazać, to co chcę napisać, niż miałabym pisać w pojedynczej osobie. Nigdy nie byłam dobra w prowadzeniu pamiętnika, ale wynalazłam swój sposób :) To cała JA :)
piątek, 1 lutego 2013
....
Kiedy nie można dodać dni do swojego życia, trzeba dodać życia swoim dniom
Wstała rano, pełna nadziei, z dobrym nastrojem i wewnętrznym spokojem (tego jej było potrzeba), chwilowa rozmowa podbudowała jeszcze to wszystko. Wyszła jeszcze bardziej zadowolona, jeszcze bardziej spokojna. Nie popsuło jej tego nawet niespodziewany egzamin, który przecież miał się nie odbyć. Do ostatniej chwili miała nadzieje (nie tylko ona), że nie będzie, że odpuści im, ale wykładowca zrobił im wielkiego psikusa. Rozdał kartki, zaczęli pisać, pełne 90 minut. Była szczęśliwa. Nie popsuło jej tego długie czekanie po wpisy, tak, długie godziny a pięć minut wpisywania oceny i nazwiska. Wróciła do mieszkania, odpoczęła, poczytała.
Wyszła na spacer, długi spacer. Z nowymi postanowieniami, przekonała się, że spacery także dają szczęście, radość. Była szczęśliwa, nawet w czasie deszczu. Parę dni temu, zapewne by marudziła, zapewne by nie wyszła, bo by jej się nie chciało, bo by wynalazła jakieś inne zajęcia by pozostać w ciepłym schronieniu, jakim dawał jej pokój. Ale nie tym razem. Tym razem, sama z własnej nie przymuszonej woli wyszła wtedy kiedy padało. Wzięła parasol. I cieszyła się, szła pełną werwą, pełna życia!!! Wstąpiła do centrum, do empiku. Tam, praktycznie każda książka krzyczała do niej KUP MNIE, KUP MNIE. Stała się niepoprawną posiadaczką kolejnych trzech książek. Do tej pory nie wiedziała, że kupno książki także daje szczęści. W końcu odważyła się na ten niebywały i ważny krok. Znudziło się jej i zmęczyło wyszukiwanie ebooków w internecie. Zawsze uważała, że książka to jest książka, ona tylko ma magię, ona tylko pokazuje to co naprawdę w tym chodzi, ona tylko potrafi przemówić do głębi wyobraźni człowieka. Nie wstydziła się uśmiechać do obcych, napotkanych na ulicy ludzi, sama się zdziwiła, że przypadkowy uśmiech też daje szczęście, też daje radość życia. Przekonała się, że taki zwykły uśmiech, podarowany komuś daje wiele, może komuś poprawić nastrój po ciężkim dniu; może komuś przywołać jakąś drobną sytuację; może zrobić wiele, niebywałych rzeczy.
Jest pewna, że wczorajszy dzień był przełomowym dniem w jej życiu. Było jej tego trzeba. Brakowało jej czegoś w życiu, ale wczoraj i dziś to znalazła. Znalazła sens istnienia i walkę do życia.
Jutro, będzie kolejnym ważnym dniem, teraz już to wie!!
Wie jedno, nie pozwoli aby myśli, inni fałszywi ludzie zmarnowali jednym słowem, czynem tego co zbudowała, wie, że DA RADĘ, bo jet twarda i wewnętrznie pełna Nadziei I Szczęścia :)
czwartek, 31 stycznia 2013
„Dni są długie, ale lata mijają szybko”
20.45 31.01.1990 równe 23 lata temu przyszła na świat mała niebieskooka dziewczynka o imieniu Marta. Przez te lata powoli dorastała, aż przyszedł kolejny 31 styczeń. Dzisiaj ten dzień jest dla niej wyjątkowy, nie ze względu na urodziny, ale na to co się wydarzyło i na to co postanowiła. A wiele miała do przemyślenia.
365 dni ( cały rok od poprzednich urodzin) wywróciło jej spokojny świat do góry nogami. Miała w tych wszystkich dniach chwile radości i smutku, chwile szczęścia i płaczu. Wszystko to się przeplatało jak w kalejdoskopie. Ale dzięki tym dniom stała się osobą twardą, która potrafi walczyć o siebie, o życie i o swoje szczęście, która potrafi docenić najmniejszą rzecz, najmniejszą chwilę a także najmniejszą i nieistotną, by można rzecz rozmowę. Ale zacznijmy od początku tej drogi.
365 dni temu miała 22 urodziny. Urodziny jak każde inne, ale nie spodziewała się, że po nich może stać się to co się stało, nie spodziewała się tego, że w okresie miesiąca lutego musiała pogodzić się z nieuchronną śmiercią, odejściem, kolejnej dla niej ważnej osoby. Ten dzień wspomina jak przez mgłę, niewyraźnie. Niewyraźnie z powodu płaczu, smutku i żalu. Niewyraźnie z powodu tego, że jeszcze nie potrafi się z tym pogodzić. Jednego dnia widzisz osobę, rozmawiasz z nią, śmiejesz się razem z nią, żegnasz się gdy wracasz do swojego domu, a następnego dnia niestety już tak proste czynności nie mogą być spełnione. I tęsknisz za takimi chwilami, tęsknisz za takimi osobami, które poniekąd wywarły na Ciebie duży wpływ, które poniekąd wychowywały Cię, jak rodzice, które Cię bardzo Kochały.
Po tak strasznym dniu w lutym marzec był spokojniejszy, chociaż bardzo smutny i samotny. Czas spędzony był pomiędzy domem a uczelnią i tak na zmianę.
Kwiecień - kolejny miesiąc płaczu, przed ostatni dzień kwietnia, przypomina jej o kolejnej tragedii w jej życiu (również można powiedzieć o marcu - tak jakoś się ułożyło w jej życiu, że miesiąc po miesiącu ma ważne i trudne/samotne zarazem dni) z kolejną niemożnością pogodzenia się ze śmiercią czyjeś osoby.
Maj - miesiąc przygotowujący się do obrony. Ostatnie chwile nauki, ostatnie chwile z osobami na kierunku, ostatnie chwile na uczelni, ostatnie chwile wszystkiego. Przed ostatni dzień maja był dniem bardzo stresującym (bardziej niż matura) a jakże szczęśliwym. Tego dnia czuła, że ma przy sobie wiele aniołów stróżów - to dzięki nim miała wiarę, nadzieję i siłę do walki. Tego dnia Zwyciężyła, nie tylko z komisją ale również z samą sobą.
Czerwiec - miesiąc labów, miesiąc odpoczynku, nic nie robienia, miesiąc spotykania z osobami poza uczelnianymi. Miesiąc zawieranie większych więzi z jej mieszkańcami/dziadkami. Miesiąc nie bywałej radości, szczęścia, uśmiechu. Miesiąc tak ważny i jedyny w swoim rodzaju.
Lipiec i miesiące po nim - sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień - miesiące te są, były, i będą najdziwniejszymi miesiącami jej życia. Najdziwniejszymi, ponieważ przypominają jej walkę, walkę z niepoddaniem się, walkę ze swoją wolą, walkę z myślami, walkę z chorobą, walkę z innymi osobami, walkę by nie pokazać, że nie masz sił, sił do życia, sił do woli wstania i pokazania, ze jeszcze jestes, ze jeszcze oddychasz, ze jeszcze w jakis niebywały sposób funkcjonujesz na tym świecie.
26 lipca - dzień, który naprawdę wywrócił jej poukładany i bezpieczny świat do góry nogami. Po próbie pogodzenia się ze śmiercią kochanej osoby nadchodzi czas próby pogodzenia się ze swoim organizmem, próba ogarnięcia siebie, niepojących wyników badań, próba ogarnięcia tego co ją otacza. Mogła jeszcze walczyć ze sobą samym, ale nie potrafi walczyć z innymi, najbliższymi jej osobami. Widząc każdego dnia ich zatroskane twarze, niepokojące oczy (oczy powiedzą prawdę, pomimo iż człowiek nic nie mówi, albo zaprzecza samemu sobie - spójrz w oczy a będziesz wiedział wszystko). Dlatego nikomu innemu poza rodziny nie powiedziała co jej jest, co jej może być, jaką codzienną walkę toczy ze sobą samą. Cholernie boi się kolejnych badań, tego co mogą wykazać, a mogą wiele. Boi się tego świata, tych dni po wynikach, boi się o własne życie. Codziennie myśli co z nią będzie, co będzie z jej bliskimi. Ale wie, że nie może się poddać, wie że musi znaleźć w sobie wolę walki, nie dla siebie ale właśnie dla tych Osób, by pokazać, ze jest i że potrafi stawić czoło najgroźniejszemu rywalowi jakim jest choroba.
Październik - początek miesiąca - najwspanialsze chwile - narodziny najukochańszego dziecka, nie swojego ale członka rodziny. Ten chłopczyk pokazuje co w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, wiara i życie połączone ze zdrowiem. Miesiąc ten także obfituje w duszyczki, dobre duszyczki, dzięki którym wie, że jest, że istnieje, że dzieki nim uczy się na nowo siebie samej.
Grudzień - dziwny okres. Okres świąt bożonarodzeniowych, w których już nie wierzy, nie wierzy w ich magię, otoczkę i całą resztę co związane jest ze świętami. Jako dziecko czuła to wszystko ale z każdym rokiem przekonała się, ze święta to tylko udręka, udręka która wymusza na ludziach uśmiech, dobroć, słowa. Udajemy a nie wierzymy, Istniejemy ale nie na pełen etat.
Styczeń - ostatni miesiąc z 365 dni. Ostatni ale jak ważny. Nowy rok - nowe nadzieje, nowe plany, nowe przemyślenia, przewartościowanie całego życia, celów marzeń. To też miesiąc, w którym zbliżyła się do niektórych osób, gdzie się otworzyła i ujrzała piękno dnia, nadchodzącego dnia. Dzięki pewnej osobie, która pokazała, ze warto być szczęśliwym, że warto mieć odwagę do bycia, życia i szczęścia, odwagę do własnych marzeń. Osoba ta ukazała/pokazała jej w nieistotnej dla nich rozmowie, że pomimo zacnego dnia, jakim są co roku urodziny, pomimo kończenia pewnego wieku powinnyśmy pamiętać, że KAŻDY DZIEŃ MA BYĆ DOBRY, NIE PAMIĘTAJĄC DAT, że powinnyśmy odbierać zewnętrzny świat całym sobą, to co daje, to co nam nieumyślnie ucieka.
tak, 31 stycznia to jest dla niej przełomowy dzień. Przeznaczyła dla siebie długi spacer, w którym przemyślała wszystko, poukładała swoje myśli, odzyskała Nadzieję, bo zrozumiała, że w tym wszystkim bałaganie, jakim jest jej świat/ życie nie jest sama, że ma w okół siebie dobre duszyczki. W tym dniu nabrała odwagi do BYCIA SZCZĘŚLIWĄ!!!
A ta piosenka niech jej przypomina, to co postanowiła!!!!
Najlepszego i Żeby ten rok Cię zaskoczył!
365 dni ( cały rok od poprzednich urodzin) wywróciło jej spokojny świat do góry nogami. Miała w tych wszystkich dniach chwile radości i smutku, chwile szczęścia i płaczu. Wszystko to się przeplatało jak w kalejdoskopie. Ale dzięki tym dniom stała się osobą twardą, która potrafi walczyć o siebie, o życie i o swoje szczęście, która potrafi docenić najmniejszą rzecz, najmniejszą chwilę a także najmniejszą i nieistotną, by można rzecz rozmowę. Ale zacznijmy od początku tej drogi.
365 dni temu miała 22 urodziny. Urodziny jak każde inne, ale nie spodziewała się, że po nich może stać się to co się stało, nie spodziewała się tego, że w okresie miesiąca lutego musiała pogodzić się z nieuchronną śmiercią, odejściem, kolejnej dla niej ważnej osoby. Ten dzień wspomina jak przez mgłę, niewyraźnie. Niewyraźnie z powodu płaczu, smutku i żalu. Niewyraźnie z powodu tego, że jeszcze nie potrafi się z tym pogodzić. Jednego dnia widzisz osobę, rozmawiasz z nią, śmiejesz się razem z nią, żegnasz się gdy wracasz do swojego domu, a następnego dnia niestety już tak proste czynności nie mogą być spełnione. I tęsknisz za takimi chwilami, tęsknisz za takimi osobami, które poniekąd wywarły na Ciebie duży wpływ, które poniekąd wychowywały Cię, jak rodzice, które Cię bardzo Kochały.
Po tak strasznym dniu w lutym marzec był spokojniejszy, chociaż bardzo smutny i samotny. Czas spędzony był pomiędzy domem a uczelnią i tak na zmianę.
Kwiecień - kolejny miesiąc płaczu, przed ostatni dzień kwietnia, przypomina jej o kolejnej tragedii w jej życiu (również można powiedzieć o marcu - tak jakoś się ułożyło w jej życiu, że miesiąc po miesiącu ma ważne i trudne/samotne zarazem dni) z kolejną niemożnością pogodzenia się ze śmiercią czyjeś osoby.
Maj - miesiąc przygotowujący się do obrony. Ostatnie chwile nauki, ostatnie chwile z osobami na kierunku, ostatnie chwile na uczelni, ostatnie chwile wszystkiego. Przed ostatni dzień maja był dniem bardzo stresującym (bardziej niż matura) a jakże szczęśliwym. Tego dnia czuła, że ma przy sobie wiele aniołów stróżów - to dzięki nim miała wiarę, nadzieję i siłę do walki. Tego dnia Zwyciężyła, nie tylko z komisją ale również z samą sobą.
Czerwiec - miesiąc labów, miesiąc odpoczynku, nic nie robienia, miesiąc spotykania z osobami poza uczelnianymi. Miesiąc zawieranie większych więzi z jej mieszkańcami/dziadkami. Miesiąc nie bywałej radości, szczęścia, uśmiechu. Miesiąc tak ważny i jedyny w swoim rodzaju.
Lipiec i miesiące po nim - sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień - miesiące te są, były, i będą najdziwniejszymi miesiącami jej życia. Najdziwniejszymi, ponieważ przypominają jej walkę, walkę z niepoddaniem się, walkę ze swoją wolą, walkę z myślami, walkę z chorobą, walkę z innymi osobami, walkę by nie pokazać, że nie masz sił, sił do życia, sił do woli wstania i pokazania, ze jeszcze jestes, ze jeszcze oddychasz, ze jeszcze w jakis niebywały sposób funkcjonujesz na tym świecie.
26 lipca - dzień, który naprawdę wywrócił jej poukładany i bezpieczny świat do góry nogami. Po próbie pogodzenia się ze śmiercią kochanej osoby nadchodzi czas próby pogodzenia się ze swoim organizmem, próba ogarnięcia siebie, niepojących wyników badań, próba ogarnięcia tego co ją otacza. Mogła jeszcze walczyć ze sobą samym, ale nie potrafi walczyć z innymi, najbliższymi jej osobami. Widząc każdego dnia ich zatroskane twarze, niepokojące oczy (oczy powiedzą prawdę, pomimo iż człowiek nic nie mówi, albo zaprzecza samemu sobie - spójrz w oczy a będziesz wiedział wszystko). Dlatego nikomu innemu poza rodziny nie powiedziała co jej jest, co jej może być, jaką codzienną walkę toczy ze sobą samą. Cholernie boi się kolejnych badań, tego co mogą wykazać, a mogą wiele. Boi się tego świata, tych dni po wynikach, boi się o własne życie. Codziennie myśli co z nią będzie, co będzie z jej bliskimi. Ale wie, że nie może się poddać, wie że musi znaleźć w sobie wolę walki, nie dla siebie ale właśnie dla tych Osób, by pokazać, ze jest i że potrafi stawić czoło najgroźniejszemu rywalowi jakim jest choroba.
Październik - początek miesiąca - najwspanialsze chwile - narodziny najukochańszego dziecka, nie swojego ale członka rodziny. Ten chłopczyk pokazuje co w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, wiara i życie połączone ze zdrowiem. Miesiąc ten także obfituje w duszyczki, dobre duszyczki, dzięki którym wie, że jest, że istnieje, że dzieki nim uczy się na nowo siebie samej.
Grudzień - dziwny okres. Okres świąt bożonarodzeniowych, w których już nie wierzy, nie wierzy w ich magię, otoczkę i całą resztę co związane jest ze świętami. Jako dziecko czuła to wszystko ale z każdym rokiem przekonała się, ze święta to tylko udręka, udręka która wymusza na ludziach uśmiech, dobroć, słowa. Udajemy a nie wierzymy, Istniejemy ale nie na pełen etat.
Styczeń - ostatni miesiąc z 365 dni. Ostatni ale jak ważny. Nowy rok - nowe nadzieje, nowe plany, nowe przemyślenia, przewartościowanie całego życia, celów marzeń. To też miesiąc, w którym zbliżyła się do niektórych osób, gdzie się otworzyła i ujrzała piękno dnia, nadchodzącego dnia. Dzięki pewnej osobie, która pokazała, ze warto być szczęśliwym, że warto mieć odwagę do bycia, życia i szczęścia, odwagę do własnych marzeń. Osoba ta ukazała/pokazała jej w nieistotnej dla nich rozmowie, że pomimo zacnego dnia, jakim są co roku urodziny, pomimo kończenia pewnego wieku powinnyśmy pamiętać, że KAŻDY DZIEŃ MA BYĆ DOBRY, NIE PAMIĘTAJĄC DAT, że powinnyśmy odbierać zewnętrzny świat całym sobą, to co daje, to co nam nieumyślnie ucieka.
tak, 31 stycznia to jest dla niej przełomowy dzień. Przeznaczyła dla siebie długi spacer, w którym przemyślała wszystko, poukładała swoje myśli, odzyskała Nadzieję, bo zrozumiała, że w tym wszystkim bałaganie, jakim jest jej świat/ życie nie jest sama, że ma w okół siebie dobre duszyczki. W tym dniu nabrała odwagi do BYCIA SZCZĘŚLIWĄ!!!
Najlepszego i Żeby ten rok Cię zaskoczył!
Subskrybuj:
Posty (Atom)