poniedziałek, 9 grudnia 2013

Różnie bywa

W życiu różnie bywa.
Śmiejemy się, a za chwile płaczemy. Uśmiechamy się, a za rogu wystaje już, w gotowości smutna mina. Powinniśmy kochać życie, pogodzić się z losem, z tym co mamy. Chociaż, czasem nie wiemy, czy na 100% chcemy tak żyć, czy nie. Brakuje nam odwagi na zmianę, na wypowiedzenie pewnych słów. Milczymy. Trwamy w takim chaosie. Boimy się tego co nowe, nieuchronne. Tchórzymy w pewnych sytuacjach. Żałujemy, że coś zrobiliśmy, bądź nie zrobiliśmy. Myślimy. Analizujemy. Nie cieszymy się. Narzekamy. Robimy coś z przymusu, a nie z własnej chęci, nie dla przyjemności. Czegoś Nam brakuje. Kogoś Nam Brakuje. Jesteśmy samotni, chociaż mamy przyjaciół. Uciekamy przed czymś, przed kimś. Dokądś dążymy. Biegniemy za nieuniknionym. Łapiemy chwile ulotne. Gdzie w tym wszystkim Ty jesteś? Ty i Twoja osobowość. Ty i Twoje marzenia. Ty i Twoja rodzina. Czy w tym wszystkim jesteś sobą, czy przybierasz taką samą twarz co inni, żeby nie zostać odrzuconym? Czy w tym wszystkim masz swoje zdanie, głośno je wyrażasz? Czy nie stajesz się człowiekiem, bez marzeń, bez emocji, bez uczuć, wypluty przez społeczność? Czy to wszystko jest Ważne? Tak! Jest bardzo Ważne. Musisz stać się sobą, znaleźć swoją własną, niepowtarzalną indywidualność. Nie patrzeć na innych. Być, Żyć, Kochać.

W życiu różnie bywa. 
Wiem, to. Doświadczyłam na własnej skórze tą różnorodność, huśtawkę tych barw. Tęsknię za tymi czasami, tymi kolorowymi chwilami. Nie chcę być odpowiedzialna za wszystkich. Chcę być odpowiedzialna, tylko za siebie. Za dużo na mnie spadło. Przerasta mnie to wszystko. Brakuje mi sił. Chcę znowu poczuć się sobą. Odnaleźć swoje prawdziwe Ja. Nie podoba mi się to, Kim teraz jestem. Jestem wrakiem człowieka, pomimo iż się uśmiecham, wstaje, rozmawiam, śmieję się. Ponownie się zamykam. Zatrzaskuję bramę do swojego serca. Zbieram potrzaskane części. Bandażuje. Sklejam wszystko do kupy. Ale, czy to wszystko będzie pasować do siebie, czy nie zabraknie tego najważniejszego elementu, jakim jest miłość i szczęście. Próbuje. Kiedy One zaczynają płakać, krzyczeć na siebie, ja uciekam do swojego świata, zmieniam tok myśli. Boję się o Nią. Strach przezwycięża. Smutek przezwycięża. Pustka przezwycięża. Wariuje. Szaleje. Buntuje się. 

W życiu różnie bywa.
Potrafię komuś doradzić. Potrafię komuś pomóc. Potrafię kogoś wysłuchać. Potrafię kogoś rozśmieszyć. 
Tylko Nie potrafię doradzić sobie. Nie potrafię sobie pomóc. Nie potrafię siebie wysłuchać. 
Tak łatwo jest się pogubić. Tak trudno jest odnaleźć siebie.
Tak wiele jest wylanych łez.


piątek, 6 grudnia 2013

Zima

Nadeszła, przypomniała o sobie, zapukała do Naszych okien. Po raz kolejny zaskoczyła. Tak, to właśnie jest zima - jeszcze nie kalendarzowa, a jednak Ona. Na drogach ślisko jak diabli. Na całe szczęście, był tylko jednen, niewielki poślizg. Mam nadzieję, że jutro rano, jak otworzę oczy, nie ukaże mi się na horyzoncie, że jesteśmy zasypani. Lubię zimę, ale taką bardzo białą, mroźną ze słońcem na nieboskłonie. W południe sypało tak, że świata nie było widać. Zdarzały się również takie chwile, gdzie słońce wyszło i ukazało swoje piękno. A poniżej są zdjęcia z tych krótkich, ale jak pięknych minut.




czwartek, 5 grudnia 2013

"[...] Są na świecie dobre okna w dobrym mieście, i ta wiara, że w człowieku - człowiek jest. [...]"

Wielkimi  krokami zbliża się rocznica bloga. W tym szczególnym dniu nie będzie fajerwerk, tortu, ani hucznej zabawy. W ten dzień pozostanie tylko refleksja nad rokiem, który przeminął, nad życiem, nad sobą, nad ludźmi, których spotkałam, poznałam, w których zostawiłam jakąś cząstkę siebie. 

Pamiętam ten ostatni dzień, gdzie w jednej sekundzie zamykamy stary rok, a zaczynamy nowy. Wtedy w głowie mamy wiele przemyśleć, życzeń, postanowień. Nie wiemy, czy wszystko co postanowiliśmy zrealizujemy, tak jakbyśmy chcieli, czy nawet część z nich w ogóle ruszymy. Zakładając wtedy ten blog nie myślałam, że przez taki okres będę prowadzić, będę pisać, otwierać część siebie - część, która znana jest 'tylko' Wam i mnie samej. Ta część, nigdy nie została wypowiedziana na głos. Przyszedł taki moment, że musiałam 'to' wszystko wylać z siebie i w ten sposób jestem tutaj i teraz.

Był taki moment, że chciałam przestać pisać, bo kogo może obchodzić moja osoba, moje przeżycia, emocje. Jednak po dłuższej nieobecności musiałam wrócić, bo zrozumiałam, że to jest to, co chcę kontynuować, nawet, gdyby nikt tych moich wypocin nie przeczytał.

Przez ten rok zdarzyło się bardzo wiele. Były chwile triumfu, szczęścia, śmiechu, przyjaźni. Były również i te chwile szare, smutne, ciężkie, trudne - chwile, do których nie byłam przygotowana. Jednak takie jest życie, które składa się właśnie i z radości i ze smutku. Ważne jest, żeby się nie poddawać i małymi kroczkami iść przed siebie.

Zakładając bloga nie wiedziałam, czy będę zdrowa, czy to co mam w głowie, jest tym 'czymś' co wymaga hospitalizacji, czy można o tym 'czymś' zapomnieć. Miałam w sobie sprzeczne uczucia, sprzeczne emocje, sprzeczne myśli. Nie wiedziałam, czy będzie dobrze, czy dam radę, czy wyzdrowieję. Wymagany był wyjazd do Torunia na głębsze badania. Na całe szczęście wyniki były dla mojego zdrowia pozytywne i można było zapomnieć o całej sytuacji. Jednak zawsze pozostaje ten strach, ten jeden %, gdzie myśli same kierują się na tory: a może coś zostało przeoczone, ten ból musi z czegoś wynikać, lekarze się nie znają, lekarze coś przeoczą i będzie za późno. Staram się jak najmniej o tym 'czymś' myśleć, bo przecież ważne jest, że Żyję, funkcjonuję, uczę się, poznaje ludzi, doświadczam, mam rodzinę, mam dom. To wtedy było najważniejsze. Dzięki pisaniu jakoś się z tym uporałam. Wylałam wiele z siebie. Dałam radę i się zmieniłam. Przyszedł taki moment, że poczułam się szczęśliwa, ze wiedziałam co che zrobić, miałam plany, byłam otwarta na wszystko, poznawał w tamtym okresie fantastycznych ludzi, do których mam sentyment i miło ich wspominam. Następne mijające miesiące mocno mnie zaskoczyły. Przyszły te chwile, z których nie potrafię się pogodzić, uporać się, zapomnieć, które dały mi mocno do myślenia, zastanowienia się, nad zmianą, nad sobą. Ostatnie miesiące były niełaskawe. Próbuję się podnieść, pójść do przodu, realizować się. Tylko przy tym wszystkim pozostaną w głowie obrazy mijających miesięcy, obrazy, które będą żyły razem ze mną, które wiem, że nie przeminą, jednak (mam taką nadzieję) zminimalizują ból po wielkiej stracie, wielkiej pustce w sercu i w duszy. 

Dzięki temu blogowi poznałam wielu fantastycznych i wyjątkowych ludzi, którzy pozwalają się poznać, które otworzyły drzwi i okna w swój wirtualny świat, które na swój własny sposób uczą mnie, pokazują jak żyć, jak się cieszyć. Dzięki Wam wiem, że Nie Jestem Sama. Wiem, że każdy z Nas ma jakiś swój bagaż życia, pomimo wieku, miejsca zamieszkania, kultury, pracy, refleksji na dany temat.. Wchodząc tutaj, w świat bloga, nie mogę się doczekać tego, czym się ze mną podzieliliście. Dzięki Wam poprawia mi się nastrój, gości uśmiech na twarzy. Swoimi słowami, zdjęciami, wierszami, opowieściami dajecie mi dużo do myślenia, refleksji, podtrzymujecie na duchu. Jestem tutaj dzięki Wam. Dlatego chciałabym Wam zadedykować dwie ważne dla mnie samej piosenki. Pierwsza widnieje już na początku, czyli "Dni, których jeszcze nie znamy" Grechuty i "Nie jesteś sama" Seweryna Krajewskiego


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Cichy głosik.

Zawsze jak wracam autobusem do Bydgoszczy słucham radia, bądź czytam książkę. Zdarza się również drzemka. Zawsze siadam na tym samym miejscu (pisałam już o tym tutaj). Zazwyczaj patrzę przez okno, obserwuję migoczący krajobraz i rozmyślam, przysłuchując się sunącej przez słuchawki muzykę, rozmów innych ludzi i własnych myśli.

Wczoraj było tak samo. Przez równe trzy godziny jazdy leciało radio. Przez równe trzy godziny padał deszcz. Przez równe trzy godziny rozmyślałam.

W pewnym momencie w słuchawkach usłyszałam jakieś trzaski, muzyka ucichła. A cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, żebym zmieniła stację. Cichy głosik podpowiadał, że nie warto czekać, że trzeba w tej jednej sekundzie, szybko, bez żadnych chwil zwłoki. I po raz kolejny, mój cichy głosik nie zawiódł mnie, a po raz kolejny mnie zadziwił. 

Po zmianie, w czasie rozmyśleń o Nim usłyszałam muzykę i słowa, której jeszcze nie słyszałam. Melodia*, tekst były dla mnie obce, ale bardzo znajome. Głos, przecież to wokalista zespołu, który cenię, który jest mi bliski sercu, którego cenię za słowa, za prawdę, za przeżycia, za emocje. Podczas wsłuchiwania się, usłyszałam tak naprawdę wszystko co dotyczy mnie, mojego obecnego życia. W pewnej chwili miałam przeświadczenie, że to naprawdę są Jego słowa, a nie głos wokalisty, że przyszedł do mnie, że sfrunął z tych swoich chmur, że próbuje się ze mną w jakiś sposób skontaktować, że chce żebym się uporała, że to jakby słowa od Niego ułożone w piękny list, który trafia prosto w rozszalałe serce. Nie wiem, może wariuję, może szaleję, może moje zmysły już mnie zwodzą, ale naprawdę w tamtej chwili tak się czułam. Czułam to wszystko całą sobą, całym sercem, umysłem.

To już ponad 5 miesięcy, a ja nadal stoję w miejscu, nie ruszyłam dalej, a wręcz przeciwnie cofam się w przeszłość. Przeszłość, która z jednej strony jest szczęśliwa, a z tej drugiej boląca, szara i bez żadnych oznak życia. Czy tak ma wyglądać moje życie? Chcę coś zmienić, poukładać życie "żeby miało jakiś sens", tylko że jeszcze nie odnalazłam pasujący puzzel, nie odnalazłam odpowiedni drogowskaz życia. Czuję, że nadchodzi ten moment zmiany "czegoś" w życiu. Boję się, że mogę przeoczyć, nie zauważyć pomocnej dłoni.


* wspomniana melodia jest w poście poniżej, a także tutaj