wtorek, 15 kwietnia 2014

'Vivo per lei' i 'Con te partiro'

Jakiś czas temu opisałam koncert, na którym byłam. Żałowałam wtedy, że nie mogę dodać filmików, które nagrałam podczas bycia tam na miejscu. Jak wiecie bloger nieustannie mi w tym przeszkadzał. Próbowałam przez youtube (tak jak eNNka radziła), ale także nie potrafiłam. Aż do dzisiaj. Dzisiaj jakimś cudem udało mi się wszystko. I o to macie szansę poczuć, wczuć się w to, co próbowałam opisać. I mam nadzieje, że się nie zawiedziecie. Najbardziej zależało mi na dwóch filmikach, na których jest jeden, wybitny człowiek i Jego głos. Młody maturzysta, a tak już zachwyca. Jego głos przebija moje wszystkie granice i wkracza prosto do serca. Mogę jedynie zamknąć oczy i czuć. Głos ten zabiera mnie ponad chmury mojej wyobraźni, ponad to co jestem wstanie znieść.

Dlatego już Wam nie przeszkadzam w słuchaniu. Mam nadzieję, że choć na chwilę wywołam u Was uśmiech i dreszcze na ciele. Miłego i Słonecznego Dnia :)


Muzyka
czym jest?
Jest lekiem
dawką zapomnienia
szczyptą piękna
gramem instrumentów
litrem uczuć

Muzyka
rozluźnij się
zamknij oczy
wsłuchaj się
i czuj
każdą komórką 
swego ciała

Muzyka
zamknij myśli
pokoloruj swój umysł
wszystkim tym
co daje Ci
melodia



P.S. Przepraszam za jakość nagrania. Na koncercie pierwszy raz nagrywałam nowym sprzętem.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Projektując


Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką marzyłam sobie, że będę modelką. Uczyłam się chodzić. Razem z siostrą przebierałyśmy się i wyobrażałyśmy sobie, że środek naszego pokoju to wybieg. Pozowałyśmy. Chodziłyśmy jak modelki i takie tam. 

Jednak wiedziałam, że na modelkę się nie nadaję. Nie ten wiek, nie ten wzrost, nie ta figura. Z całą pewnością moda została we mnie. W środku, pomimo, że świat modelingu to nie mój świat i świat projektorski to także nie mój świat. 

Jednak będąc tą małą dziewczynką próbowałam swoich sił w rysowaniu sukienek, sukni ślubnych i wieczorowych. Pamiętam, że siadałam na swoim biurku, wyciągałam białe kartki, ołówki, kredki i rysowałam. Zamykałam się na świat zewnętrzy i wkraczałam w świat mojej wyobraźni. Namalowane suknie wycinałam i wklejałam do zeszytu. Można rzec, że robiłam swoje portfolio. Z tego co wiem, to gdzieś w półkach mam zachomikowane te swoje zapełnione zeszyty. Na pamiątkę. Leżą i czekają, aby kiedyś, znowu wyjść na światło dzienne.

Tak było kiedyś.
Obecnie moja wyobraźnia nie zna granic. Dzięki książkom, muzyce rozwijam ją jeszcze bardziej.

W ostatnim czasie powróciłam do rysowania. Takiego rysowania co pamiętam z lat dzieciństwa. Rysowanie pomaga. Pozwala nie myśleć. Zakładam słuchawki, przez które sączy się piosenka i wymyślam. Czasem wychodzi, czasem coś jest koślawe. Ja tym się nie martwię, bo wiem, że to co zostało wykreowane, maźnięte ołówkiem jest moje, że w tym 'czymś' zostawiam siebie.

Zajęcia, wykłady, które są nieciekawe, ale niestety trzeba na nich być, bo lista. I w takim czasie, żeby się nie nudzić, biorę długopis, ołówek i kartka (kawałek kartki) i po paru chwilach wychodzi takie coś:


Natomiast, kiedy mam więcej czasu niż tylko chwilę powstaje coś takiego:

Czasem bywa tak, ze z jednej prostej sukienki powstaje kolejna. Wystarczy tylko jeden detal, bądź  jedna kreska, czy kilka machnięć ołówka.


Kilka dni temu, kiedy koleżanka z grupy zauważyła moje bazgroły powiedziała mi: "ze nie znała mnie z takiej strony" i "ze jej to sie podoba" Fakt, rzadko rysuje w towarzystwie innych ludzi. Ale fajnie było usłyszeć, ze komuś się spodobało. Dla mnie najważniejsze jest to, ze ja się w tym moim rysowaniu relaksuje i nie myślę.

piątek, 11 kwietnia 2014

Nurkując

Pływam, ciągle bez ustanku pływam. 
Czasem jest łatwo, z gracją bez pośpiechu. 
Czasem przeszkadzają fale życia. 
Czasem woda dostaje Ci się do oka. 
Czasem zachłyśniesz się słoną wodą. 
Czasem pędzisz, aż brakuje sił, aż zabolą Cię ręce. 
Czasem wpadasz w wir. 
Najgorsze jest jak zaplączesz się w chwasty, 
w zielone, bezkształtne 'coś' 
I próbujesz się uratować. 
Czasem dostajesz koło ratunkowe, 
poprzez dobre słowo, pomocną dłoń. 
Czasem niestety nie potrafisz zauważyć koła. 
I sama, próbujesz się uratować. 
Nie utonąć. 

Jednak...

Czasem jest tak, że z własnej woli
Zaczynasz nurkować.
Opadać w dół
Bez żadnych sił woli
Pozwalasz na to

Jednak ...

W ostatniej chwili
Płyniesz ku światłu

Nadziei

Ostatkiem sił
Wykonujesz ruch 
rąk i nóg
Słyszysz głosy
Jeszcze ich nie widzisz
bo
Jesteś na granicy
Wody i Powietrza
Na granicy własnych słabości
Na granicy własnych myśli

I
Co wybierasz?


środa, 9 kwietnia 2014

Czas

"W każdej lekcji można znaleźć wspólny mianownik, łączący nas wszystkich, niczym łańcuch. Na jego końcu wisi zegar, a na tarczy widać upływ czasu. Słyszymy go, to stłumione tykanie, które przerywa każdą ciszę, i widzimy go, ale często go nie czujemy. Każda sekunda odznacza się na życiu każdego człowieka: przychodzi i odchodzi, znika cicho bez fanfar, rozpływa się w powietrzu jak para bijąca z gorącego świątecznego puddingu. Dostatek czasu zapewnia nam ciepło; kiedy nasz czas minie, zostawia nas zimnymi. Czas jest cenniejszy niż złoto, cenniejszy niż diamenty, cenniejszy niż ropa czy jakiekolwiek skarby. To czas nigdy nie ma dość; to czas wprowadza zamęt w nasze serca, musimy więc wykorzystywać go mądrze. Czasu nie można spakować, przewiązać wstążką i złożyć pod choinką w bożonarodzeniowy poranek.
Czasu nie można dostać. Ale można go dzielić"
"Podarunek" C. Ahern

wtorek, 8 kwietnia 2014

Lżejsza o kilka kilogramów

Nie chodzi mi dosłownie o kilogramy na ciele. Przede wszystkim chodzi mi o te kilogramy na duszy. Tak, w tej chwili czuję jakby spadło mi dosłownie dziesięć kilogramów ciężaru.

Wielokrotnie pisałam, że trudno jest mi o pewnych rzeczach mówić na głos, że wole pisać, że jestem zamknięta, że trudno coś ze mnie wyciągnąć. To nadal jest prawda. W tym temacie nie potrafię zmienić swej natury.

Post niżej pisałam, że dzisiaj przedłużam swój odpoczynek, że planuję długi spacer z A. I tak właśnie się stało. Pogoda nam trochę pokrzyżowała plany. Miałyśmy nadzieję na piękne słonko, długi spacer i robienie zdjęć w plenerze. A. chciała być modelką. Już kilka razy prosiła mnie, żeby zrobić jej fajne zdjęcia. I tak właśnie miało być dzisiaj. Jednak... no właśnie. Dzisiaj deszcz, bardziej rzec można, ulewa nie pozwoliła na zrealizowanie tego co zaplanowałyśmy. Jedno wiem, że to w najbliższym czasie uczynię i spełnię daną obietnicę. Tylko jak poprawi się pogoda, wyjdzie słońce i będziemy mieć obie czas to A. dostanie ode mnie piękne zdjęcia.

Spacer był. Tylko krótki. 

Może i lepiej, że padał deszcz. Bo wraz z kroplami deszczu ja się oczyściłam. Z każdą minutą bardziej się otworzyłam. Pozwoliłam sobie na szczerość, bo czułam, że będę wysłuchana. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu, realnie, zostałam wysłuchana. A. nie przeszkadzała, nie mówiła, tylko słuchała, wspierała, akceptowała każde słowo i także się wzruszyła. Pomimo mojego łamiącego się głosu, przerywania na zastanowienie się, podtrzymywania łez Ja mówiłam. Po części otworzyłam swój ciężki wór i pozwoliłam na wypłynięcie wspomnień, tych których nadal nie akceptuję. Słowa same ze mnie wypływały. Z każdym słowem lepiej się czułam. Z każdym słowem przełamałam jakiś dzielący nas mur, przerwałam nić niedomówień, przerwałam moją wyznaczoną granicę. Może na chwilę, na ten moment, może jutro wrócę do porządku dziennego, jednak dzisiaj było inaczej, tak jak powinno być. Czułam w sobie odwagę, że mogę mówić, że potrafię, że się nie załamię na pół, że wytrwam, że jestem silna. 

Ja również słuchałam. Uważnie słuchałam. 

Poznałam na nowo i siebie i A. Poznałam to, co może być. Tylko trzeba to pielęgnować, podlewać, nie pozwolić, żeby czas znów zwyciężył, żeby zaprzepaścił to, co dzisiaj zbudowałyśmy.

Nie chcę się na nowo zamykać. Nie chcę się za bardzo otwierać. Nie chcę na nowo widzieć współczucia. Nie chcę i nie mogę. Nie potrafię.

Zdawałam sobie sprawę, że na zewnątrz nie widać (naprawdę) nie widać tego, co dzieje się w środku. Dzisiaj dostałam tego potwierdzenie. Taką wybrałam drogę, bo w taki sposób umiem sobie radzić. Wypracowałam dla siebie odpowiedni środek, tylko że czasem i ten środek nie działa. Chociaż... sama już nie wiem, co jest dla mnie najlepsze. Nie umiem siedzieć bezczynnie. Nauczyłam się mieć wszystko pod kontrolą. Jednak widzę, że i to za bardzo szwankuje.

Te 'kilogramy' mocno mi przeszkadzały, przygwożdżały do ziemi, nie dawały spokoju. Dzisiaj, samoistnie się rozpadły w drobny mak. Może znowu urosną, może już nie będą takim ciężarem. Może... 

Nawet nie wiedziałam jak potrzebowałam takiej rozmowy.

Dzisiaj złapał, w ostatniej chwili, złapałam koło ratunkowe. Znów uczę się pływać. Już nie tak mętnej wodzie. Zaczynam dostrzegać to, co było niewidoczne na pierwszy rzut oka. Zaczynam oddychać. Spokojniej oddychać.

Dzisiaj był mały, wielki przełom. 

I wiecie co. Cieszę się z tego, bardzo. I to aż tak nie bolało, jak myślałam. Wszystko rodzi się w naszym umyśle. Trzeba tylko odpowiedni znaleźć klucz.