Bałam się tej daty. Nadal się boję. Wyraźnie spogląda na mnie. Bije po oczach. Próbuje nie myśleć, ale nie mogę. Wszystko znów powraca. Powraca z dwojoną siłą. Nie umiem przeciwstawić się temu. Byłam nawet na spacerze, ale nawet tam myśli nie dają mi spokoju.
Jeden dzień, ta sama data, ta sama godzina, a jednak coś jest nie tak, coś się różni. Przede wszystkim różni się rok.
Tak wyraźnie pamiętam to, co wydarzyło się rok temu. Jeden telefon. Deszcz i krople bijące o szyby. Uśmiech zmieniający się w grymas lęku. Zastanawianie się co można zrobić, jak na odległość można pomóc. Zamartwianie się. Zapatrzenie się w deszcz. Dwa smsy. Spacer i rozmowa. Kolejny telefon, który na moment pomógł, uspokoił. Gdybym, wtedy wiedziała, co za miesiąc się zdarzy... Gdyby ktoś mi, wtedy uświadomił.. Inaczej bym postąpiła....
Jednak czasu nie da się cofnąć. Trzeba iść dalej.. I tak powolnym dla siebie krokiem idę przez ten rok, który przemija.
Właśnie rok temu zaczęła się cała gehenna. Od tamtej pory, przez niespełna miesiąc naszym, drugim domem był szpital. Nie chcę się rozpisywać. bo o tych zdarzeniach pisałam w październiku.
Patrzę przed siebie.
Spoglądam wgłąb siebie.
Próbuję zrozumieć.
Widzę jedynie... czarną dziurę.
Worek z kamieniami powraca.
Robi się coraz cięższy.
Czy ja dam radę go udźwignąć?
"Nie pozwalała sobie na myślenie o nim. Bała
się wspomnień. Tego, że rozerwą ją na drobne kawałeczki i nie zdoła się
kolejny raz poskładać w jedną całość. Nie była gotowa na wspomnienia,
bała się myśleć." A. Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"
